Godność i samodzielność

Zbliżał się koniec siedemnastego wieku. Ludzie w Szpęgawsku i okolicy opowiadali sobie dziwne historie. Mówiono, że zbliża się koniec świata i na ludzi spadną same nieszczęścia. Wszędzie widziano zło. Nawet ktoś podobno widział diabła. Opowiadano sobie, jak diabeł podstępnie spisuje cyrografy na nowe dusze. Jak szuka pomocnic wśród tutejszych kobiet. Podobno już kilka zostało czarownicami.

Życie na wsi toczyło się zwyczajnie. Choć zdarzało się, że komuś kura zaginęła. Jakieś zwierzę zaniemogło, czy człowiek się rozchorował. Dotychczas wiejskie baby, znające się na ziołach, leczyły chorych. Nikt nie mówił o czarach czy urokach. Teraz jednak ludzie zaczęli stronić od zielarek, a ich chaty omijali z daleka. Mówiono, że jak się je czymś rozzłości, to chorobę mogą zadać, albo pożar czy jakieś inne nieszczęścia sprowadzić. Śmiał się z tej gadki prostych ludzi dziedzic okolicznych ziem, mający swój dwór w Szpęgawsku. Śmiali się też i inni, ale jak przyszło wracać do chaty po zmroku, to każdy bojaźliwie się rozglądał, czy gdzieś z boku nie czai się coś złego.

Pewnego dnia wracał dziedzic z miasta. Zrobiło się już późno. Była piękna majowa noc. Świecił księżyc. Nagle dziedzic zobaczył, że na pobliskim wzgórzu jakieś kobiety nad czymś się pochylają. Było to dość dziwne. Dziedzic na wszelki wypadek splunął przez lewe ramię. W tej samej chwili koło wjechało w jakąś dziurę. Bryczką zatrzęsło mocno. Chmura przysłoniła księżyc. Zahuczał puszczyk. Wystraszony dziedzic szarpnął gwałtownie lejce. Wystraszyło to konie, które pognały na oślep przed siebie. Bryczką rzucało na wszystkie strony. Dziedzic ledwo się w niej utrzymał. Dopiero po wyjechaniu z lasu konie się uspokoiły i udało mu się szczęśliwie dojechać do domu. O nocnych zdarzeniach opowiedział swojej żonie Jadwidze.

- Oj mój mężu – odpowiedziała – niedobrze. Zło dotarło i do nas. To nie przypadek.

- Myślisz że nie przypadek – powiedział dziedzic. – Ja myślałem że to zła przygoda.

- Oj zła, zła, ale nie przygoda, tylko te baby w lesie. Pewnie, że to czarownice. Trzeba je pochwycić i pod sąd oddać.

- Pod sąd powiadasz. Może to i racja. Sąd je wybada i wyda wyrok.

Jak niewinne to wypuści – myślał sobie. Głośno zaś powiedział:

- Ale jak poznać kto to był. Było ciemnawo. Nie widziałem dobrze.

- Popytaj ludzi. Już Ci oni powiedzą, kto bez potrzeby po lesie chodzi, a złym wzrokiem na innych spogląda.

Nazajutrz rano dziedzic opowiedział o zdarzeniu swojemu zarządcy. A ten poszedł się popytać najemnych drwali, czy czegoś dziwnego ostatnio w lesie nie widzieli.

- Oj panie zarządco – powiedział najstarszy z nich, niejaki Maciej – oj widzieli my i nie raz jak baby jakoweś po lesie chodzą i coś do siebie gadają.

- Gadają do siebie? – pyta zarządca.

- A tak. Idzie taka i gada z kimś, choć nikogo nie widać.

- A byś rozpoznał która to?

- Widziałem kilka, ale z daleka. Ale jedną to znam, bo widziałem kilka ja kilka razy.

- Kilka razy? Ciekawe. A która to?

- Mieszka pod lasem a zwą ją Greszkowa

- Greszkowa powiadacie? A być może, a być może. Ma ona w spojrzeniu coś takiego, że lepiej ją omijać.

Poszedł zarządca do pana dziedzica i mówi:

- Drwale widzieli Greszkową jak po lesie chodzi i do siebie gada. A może z lichem jakimś.

- Greszkowa mówisz. To być może. Chyba jedna z bab, co widziałem w nocy, podobna była do niej Musi być że to ona była.

 

Nazajutrz pojechał pan dziedzic do pobliskiego Starogardu i opowiedział staroście o podejrzeniach. Ten usłyszawszy, wysłał pachołków miejskich, aby pochwycili Greszkową i pod sąd ją przywiedli. Wystraszona kobieta nie bardzo wiedziała po co ja tu przyprowadzono. Sędzia zapytał czy przyznaje się do obrażania Boga i kontaktów z diabłem.

- Ja niczego nie zrobiłam.

- Nic? Widziano cię w lesie.

- Ja często bywam w lesie. Zioła zbieram, a potem nimi ludzi leczę.

- Leczysz ludzi powiadasz. A ostatnio w nocy byłaś w lesie?

- Byłam. Trzy dni już będzie jak byłam.

- Sama?

- Samej strach po lesie chodzić, a zioła teraz w maju przy księżycu zbierać trzeba, bo inaczej moc swoją stracą.

- To z kim byłaś?

- Z innymi babami, co się na ziołach znają. Razem żeśmy zbierały.

- A diabeł do was przyszedł?

- Panie sędzio jaki diabeł. Nikogo nie było. Myśmy zbierały zioła.

- Przyznaj się kobieto dobrowolnie bo na mękach wyznasz wszystko. Jak się nie przyznasz to kata każę zawołać. Więc jak. Przyznajesz się?

- Panie sędzio jam niewinna.

- Straż! – krzyknął sędzia. Do lochu z nią.

Zamknięto biedną Greszkową na trzy dni w ciemnym lochu. Po trzech dniach wywleczono ją przed oblicze sędziego. Sędzia zaczął przesłuchanie:

- Jeszcze raz pytam. Czy przyznajesz się do kontaktu z diabłem? Jak nie przyznasz się dobrowolnie to oddam Cię katu.

- Panie sędzio! Litości! Jestem niewinna.

- Niewinna? Zobaczymy co wyznasz na mękach. Kacie czyń swą powinność.

Biedna Greszkowa została poddana torturom. Mimo mąk okrutnych , łamania palców, wykręcania stawów i przypiekania, nie przyznała się do czarów. Jedynie wyznała, że zbierała zioła w lesie.

- Sama? – zapytał sędzia.

- Nie – jęknęła kobieta.

- A kto był jeszcze. Powiedz.

- Katarzyna Heidorf, Helena Zalewska, Barbara Skarszynka – łamiącym się głosem odpowiedziała Greszkowa.

- Pisarzu piszcie nazwiska. Mamy podejrzane, poddamy je wszystkie próbie wody.

 

Jeszcze tego samego dnia schwytano i uwięziono pozostałe kobiety. Nazajutrz czekała je próba wody. W Szpęgawsku, Starogardzie i całej okolicy rozeszła się wieść, że schwytano i uwięziono groźne czarownice. Ponieważ były to powszechnie znane kobiety, rozpamiętywano kto kiedy miał z nimi kontakt. Ludzie żegnali się strachobliwie i przypisywali czarom wszelkie nieszczęścia jakie zdarzyły się w okolicy.

 

W dniu próby już od rana, przy moście na Wierzycy, zebrał się tłum gapiów. W południe przyprowadzono nieszczęsne kobiety. Sędzia pytał się je kolejno, czy przyznają się do kontaktu z diabłem. Tłum skandował:

- Do wody z czarownicami! Do wody!

Na znak sędziego zepchnięto je z mostu do wody. Bufiaste spódnice utrzymywały je na powierzchni.

- Patrzcie ludzie! Nie toną ! Pływają!

- Diabeł trzyma je na wodzie!

- Widzicie winne! Wiedźmy! Wiedźmy! Na stos z nimi! Na stos! Na stos! – krzyczał tłum.

Wyciągnięto kobiety z wody i zaciągnięto przed oblicze sędziego.

- Jesteście winne. Jesteście czarownicami. Będziecie spalone na stosie, tam gdzie rzucałyście czary. W Szpęgawsku- zadecydował sędzia.

- Litości! My niewinne! – Błagały nieszczęśliwe. – Litości!

- Na stos! Na stos! Na stos! – skandował rozwścieczony tłum.

Kobiety zamknięto w lochu i zaczęto budować stos.

 

Na wzgórzu, niedaleko Jeziora Szpęgawskiego, wkopano w ziemię wielki pień. Wokół niego układano warstwami smolne i suche drewno oraz słomę. Wieczorem stos był gotowy. Nazajutrz miała odbyć się egzekucja. Od rana w pobliżu stosu gromadziła się gawiedź żądna krwawego widowiska. W samo południe przywieziono nieszczęśliwe kobiety. Przykuto je łańcuchami do wielkiego pnia. Skazane zrozumiały, że nie ma dla nich ratunku. Nie błagały o litość, tylko błędnym wzrokiem patrzyły przed siebie. Zgromadzona gawiedź krzyczała:

- Spalić wiedzmy! Spalić wiedzmy!

Kat wolno podszedł do stosu z zapalonym smolnym łuczywem i podpalił. Słoma i drewno szybko zaczęły się palić. Po chwili stos płonął wysokim płomieniem. Ogień dosięgnął nieszczęśliwych kobiet.

Rozległ się przeraźliwy krzyk i jęki. Żar był tak wielki, że zgromadzeni gapie odsunęli się na kilka kroków. Nagle krzyki ucichły. Okropny ból sprawił, że nieszczęsne kobiety straciły przytomność. Czuć było tylko swąd palących się ciał, a nad stosem zaczął unosić się gęsty czarny dym. Gapiom zdawało się, że dym przybiera ludzkie kształty.

- Patrzcie! Patrzcie! – krzyknął dziedzic obserwujący egzekucję. – Patrzcie wiedzmy ulatują do nieba. – Do nieba? Nie może być. Jak wiedzmy to do piekła.

- A może to nie były jednak wiedzmy – powiedział dziedzic – może skazano niewinne kobiety.

 

Powoli widowisko dobiegało końca. Stos zaczął się dopalać. Zgromadzona gawiedź powoli rozchodziła się do swoich chat. Tylko krewni spalonych kobiet dotrwali do wieczora. Pod wieczór zerwał się wiatr, dmuchnął w popiół i rozniósł po okolicy. Z daleka wydawało się, jakby z popiołu powstały cztery postacie. Ludzie szeptali, że to dusze spalonych kobiet żegnają się z rodzinnymi stronami, przed udaniem się do nieba.

W następnym roku niedaleko miejsca w którym był stos, wyrosły cztery drzewa. Były takie jakieś rosochate, dziwnie poskręcane. Szeptano, że drzewa wyrosły ku pamięci niesłusznie spalonych kobiet. I będą tam rosły przez wieki. Do dziś na skraju szpęgawskiego lasu, tuż przy białej drodze można je podziwiać.

 

Mieczysław Lampkowski